Kiedy rodzi się dziecko
mama przez pierwsze dobry życia swojego maleństwa jest tylko dla niego.
Dziecko otrzymuje od niej ogromną dawkę szczęścia, miłości i bezpieczeństwa.
Mama tuli je w swoich ramionach
dostarczając mu tym samym wielu pozytywnych bodźców dotykowych.
Mama ścisza
głos, jest spokojna.
Chce podarować dziecku wszystko co najlepsze: cisze,
spokój, ukojenie.
Taki malutki człowiek ma ogromną szansę na właściwy rozwój
właśnie dzięki tym pierwszym ważnym chwilą w swoim życiu.
Co dzieje się z
dzieckiem które wyrwane z brzucha mamy zostaje zabrane przez kilkunastoosobowy
zespół ludzi którzy wykonują przy nim
mnóstwo medycznych zabiegów by ratować jego życie?
Czy będzie ono miało
taką samą szansę na prawidłowy rozwój?
Kiedy już uda się to maleństwo uratować
trafia ono do ciasnego inkubatora na oddziale na którym pali się jaskrawe
światło a z boków jeszcze kilkanaście lamp prosto rażących dzieciątko w oczy
które musi być włączane podczas wykonywanych zabiegów.
Do tego piszczące maszyny alarmujące głośno o
spadkach saturacji małego pacjenta i rytmiczny głos wydającego przeraźliwe
dźwięki respiratora.
Brak dotyku mamy, przytulenia.
Brak czułości i ciszy.
Codzienne zabiegi pobierania krwi, badań, zabiegów a nawet i operacji.
Ciągły
przewlekły ból.
Tysiące wenflonów, kroplówek.
Kilkanaście razy dziennie dotyk
gumowych lateksowych rękawiczek.
I tak
codziennie przez miesiąc, dwa, trzy a czasami nawet i dużo więcej.
Czy to
maleńkie bezbronne dziecko będzie za parę lat czuło się tak samo dobrze jak to
zdrowe maleństwo które od razu trafiło w ramiona swojej mamy?
A teraz wyobraźcie sobie jak robicie zakupy w supermarkecie.
Widzicie nagle koło stoiska z pieczywem stoi matka z dzieckiem które na oko ma
jakieś 6-7 lat. Dziecko piszczy i krzyczy, ciągnie mamę za rękę, wyrywa się,
skacze i biega wkoło niej.
Myślicie: jakie niegrzeczne dziecko, nie umie zachować
się w sklepie, matka powinna zostawić go w domu a nie zabierać do ludzi.
A
teraz spójrzcie na okropnie rażące światła do góry które nam zdrowym ludziom
zaburza czasem widzenie.
Spójrzcie na ludzi wokół którzy w pośpiechu krzątają
się po sklepie, spójrzcie na piec który właśnie upiekł bułki i nie dość że
głośno o tym alarmuje to jeszcze wydobywają się z niego zapachy. Spójrzcie na
mamę która właśnie próbuje zapakować przez foliową rękawiczkę bułki ale że
dziecko się wyrywa łapie je w tym zamieszaniu właśnie tą ubraną w rękawice
ręką.
Widzicie zależność? Nadal powiecie że dziecko jest niegrzeczne i
niewychowane?
To fakt być może i dla jego mamy i jego byłoby łatwiej gdyby
zostało w domu.
Ale on kiedyś będzie musiał sam jako dorosły człowiek zrobić
zakupy, założyć tą rękawice i przejść przez ten wielki sklep dostarczający mu
tylu nieprzyjemnych bodźców.
Bądźcie wyrozumiali.
Nie oceniajcie zbyt łatwo.
Zapytajcie czy może moglibyście jakoś pomóc.
Uwierzcie że gdybyście pomogli tej
mamie zapakować nawet te bułki do tego worka byłoby jej bardzo miło i wiedziała
by że świat jednak nie jest taki zły.
Być może tak samo poczuło by się to
dziecko.
Nie czuło by się wiecznie oceniane, obwiniane i uważane za
niegrzeczne.
Wiedziałoby że na świecie są ludzie którzy chcą nam pomagać i
rozumieją że każdy człowiek jest inny i ma swoją historię która ciągnie się
czasami za nim do końca życia.
