niedziela, 11 listopada 2018

Sami - zdani tylko na siebie...

W szpitalu masz wrażenie że personel medyczny nie spuszcza Twojego dziecka z oka. Ciągle jest w pobliżu, ciągle coś sprawdza, poprawia. Jesteś ,,spokojna,, lub ,,spokojny,, jeśli można to w ten sposób w takiej trudnej sytuacji określić bo wiesz że jeśli spadnie saturacja, twoje dziecko przestanie oddychać lub będzie się coś działo lekarze i pielęgniarki od razu zareagują i będą walczyć o twoje dziecko. 

Po wielu tygodniach/miesiącach nagle nadchodzi moment w którym możecie swoje dziecko zabrać do domu. Chwilami traciliście nadzieję że to nastąpi ale stało się - wreszcie! 

Kompletujecie wyprawkę na szybko czasem w 2 czy 3 dni bo przecież nic dla swojego maleństwa często jeszcze nie macie. 
Na szybko kupujecie najpotrzebniejsze rzeczy, przechodzicie kurs pierwszej pomocy bez którego nie chcą was wypuścić z oddziału. W domu czeka już kupiony lub pożyczony monitor oddechu - rzecz najważniejsza w przypadku wcześniaków, często też aparat do mierzenia saturacji, inhalator a niekiedy nawet koncentrat tlenu. Przy wypisie dostajecie tonę recept z lekami które wasz maluszek musi przyjmować i pełno skierowań do specjalistów i na badania kontrolne. 
Wychodzicie do domu niby szczęśliwi że wreszcie zakończył się jakiś etap ale pod skórą czujecie dreszcz emocji, niepewność, lęk. 
Co będzie teraz? Jak będzie wyglądało wasze życie? 
Bo wiecie już że na pewno będzie różniło się od macierzyństwa ze zdrowym dzieckiem. 

Często już w pierwszych dniach dochodzicie do wniosku że zostaliście sami ze swoim dzieckiem lub w przypadku ciąż mnogich z dziećmi. Oprócz siebie nawzajem nie macie nikogo -czasem zdarzy się babcia, dziadek do pomocy ale to wciąż to wy już teraz a nikt inny odpowiedzialni jesteście za życie i zdrowie waszego maleństwa. 

Zaczynają się bezdechy, problemy z karmieniem, żaden smoczek nie pasuje, każdym smoczkiem mleko leci za szybko a dziecko krztusi się bo nie potrafi jeszcze dobrze ssać. Karmienie rozkładacie na raty bo 60ml mleka naraz okazuje się zbyt dużym wyczynem dla waszego bohatera. Dochodzi do sytuacji, że musicie swoje dziecko ratować kiedy przestaje oddychać, robi się sine i znów czujecie że je tracicie. Nie możecie swojego dziecka spuszczać z oczu, wychodzić do toalety nawet kiedy nie ma w pobliżu drugiej osoby. W nocy nie śpicie na zmianę bo co jeśli baterie w monitorze oddechu wysiądą?
 Zaczynacie długą i żmudną rehabilitacje. Ćwiczycie w domu czasem kilka razy dziennie, masaże, ćwiczenia... macie wrażenie że bardziej jesteście dla swojego dziecka terapeutami, rehabilitantami i pielęgniarkami w jedynym niż zwyczajnymi rodzicami.
Uczycie się nazw leków i dawek szybciej niż studenci na farmacji. Taki mini przyspieszony kurs.

Nie potraficie poradzić sobie z okropnym płaczem swojego dziecka które często wynika z nadmiaru bodźców i tym że wasz maluch nie umie sobie z nimi dać rady. Nie zapraszacie gości bo zakazano wam w szpitalu kontaktów z kimkolwiek przez pewien czas póki wasz maluch nie będzie silniejszy. A kiedy śpi siadacie nad długą listą skierowań do specjalistów i szukacie kontaktów do tych najlepszych i myślicie skąd wziąć na te wszystkie wizyty pieniądze bo na nfz terminy was przerażają. 

Jedziecie do jednego specjalisty, drugiego, trzeciego... 
Ciągle słyszycie to samo. Trzeba czekać, to malutkie dziecko, ojej tyle przeszło to cud że w ogóle żyje. Nikt nie potrafi wam pomóc, macie wrażenie że stoicie w miejscu... 
Chcecie się ruszyć ale nie wiecie co i jak. Chcecie by wasz bohater nie cierpiał, by miał normalne dzieciństwo a z wizyty na wizytę okazuje się że potrzeba więcej leków, więcej inhalacji, więcej rehabilitacji. 
Wracacie do domu. Wasz maluch znów się dusi, wzywacie pogotowie bo nie reaguje na reanimacje... Raz, drugi, trzeci.... Ile można? Zadajecie sobie pytanie: ile jeszcze to dzieciątko będzie musiało wycierpieć?

Wreszcie cieszcie się bo coś pozytywnego zaczyna się dziać, dziecko robi postępy na ćwiczeniach, w karmieniu. No to bach...wychodzi kolejny zdrowotny problem. Przypominacie sobie że was uprzedzali, że wcześniaki tak mają. Krok do przodu i dwa do tyłu. Tylko nie mówili jak długo.

 I znów siadacie przed komputerem i szukacie najlepszych specjalistów. 
Sami... 
Zdani tylko na siebie... 

poniedziałek, 8 października 2018

,,Niegrzeczne dzieci,, czyli jak bodźce wpływają na zachowanie wcześniaka





Kiedy rodzi się dziecko  mama przez pierwsze dobry życia swojego maleństwa jest tylko dla niego. Dziecko otrzymuje od niej ogromną dawkę szczęścia, miłości i bezpieczeństwa. 
Mama tuli je w swoich  ramionach dostarczając mu tym samym wielu pozytywnych bodźców dotykowych. 
Mama ścisza głos, jest spokojna.
 Chce podarować dziecku wszystko co najlepsze: cisze, spokój, ukojenie. 
Taki malutki człowiek ma ogromną szansę na właściwy rozwój właśnie dzięki tym pierwszym ważnym chwilą w swoim życiu.

Co dzieje się z dzieckiem które wyrwane z brzucha mamy zostaje zabrane przez kilkunastoosobowy zespół ludzi którzy wykonują przy nim  mnóstwo medycznych zabiegów by ratować jego życie? 
Czy będzie ono miało taką samą szansę na prawidłowy rozwój? 

Kiedy już uda się to maleństwo uratować trafia ono do ciasnego inkubatora na oddziale na którym pali się jaskrawe światło a z boków jeszcze kilkanaście lamp prosto rażących dzieciątko w oczy które musi być włączane podczas wykonywanych zabiegów. 
 Do tego piszczące maszyny alarmujące głośno o spadkach saturacji małego pacjenta i rytmiczny głos wydającego przeraźliwe dźwięki respiratora.
 Brak dotyku mamy, przytulenia. 
Brak czułości i ciszy. 
Codzienne zabiegi pobierania krwi, badań, zabiegów a nawet i operacji. 
Ciągły przewlekły ból. 
Tysiące wenflonów, kroplówek.
 Kilkanaście razy dziennie dotyk gumowych lateksowych rękawiczek.  
I tak codziennie przez miesiąc, dwa, trzy a czasami nawet i dużo więcej.

Czy to maleńkie bezbronne dziecko będzie za parę lat czuło się tak samo dobrze jak to zdrowe maleństwo które od razu trafiło w ramiona swojej mamy?

A teraz wyobraźcie sobie jak robicie zakupy w supermarkecie.

 Widzicie nagle koło stoiska z pieczywem stoi matka z dzieckiem które na oko ma jakieś 6-7 lat. Dziecko piszczy i krzyczy, ciągnie mamę za rękę, wyrywa się, skacze i biega wkoło niej. 
Myślicie: jakie niegrzeczne dziecko, nie umie zachować się w sklepie, matka powinna zostawić go w domu a nie zabierać do ludzi. 

A teraz spójrzcie na okropnie rażące światła do góry które nam zdrowym ludziom zaburza czasem widzenie. 
Spójrzcie na ludzi wokół którzy w pośpiechu krzątają się po sklepie, spójrzcie na piec który właśnie upiekł bułki i nie dość że głośno o tym alarmuje to jeszcze wydobywają się z niego zapachy. Spójrzcie na mamę która właśnie próbuje zapakować przez foliową rękawiczkę bułki ale że dziecko się wyrywa łapie je w tym zamieszaniu właśnie tą ubraną w rękawice ręką.

 Widzicie zależność? Nadal powiecie że dziecko jest niegrzeczne i niewychowane?

 To fakt być może i dla jego mamy i jego byłoby łatwiej gdyby zostało w domu. 
Ale on kiedyś będzie musiał sam jako dorosły człowiek zrobić zakupy, założyć tą rękawice i przejść przez ten wielki sklep dostarczający mu tylu nieprzyjemnych bodźców. 
Bądźcie wyrozumiali. 
Nie oceniajcie zbyt łatwo. 
Zapytajcie czy może moglibyście jakoś pomóc. 
Uwierzcie że gdybyście pomogli tej mamie zapakować nawet te bułki do tego worka byłoby jej bardzo miło i wiedziała by że świat jednak nie jest taki zły. 
Być może tak samo poczuło by się to dziecko. 
Nie czuło by się wiecznie oceniane, obwiniane i uważane za niegrzeczne.  
Wiedziałoby że na świecie są ludzie którzy chcą nam pomagać i rozumieją że każdy człowiek jest inny i ma swoją historię która ciągnie się czasami za nim do końca życia.